Pisząc o wymierającym gatunku, jakim w moim mniemaniu staje się pisarz (Logika Uniwersum: Wymierający gatunek - pisarz), całkiem trafnie przewidywałem, że skutki używania sztucznej inteligencji będą widoczne w tym przypadku w czasie bardzo nieodległym. Na efekty nie trzeba było długo czekać i, co ciekawe, przyszły one z całkiem niespodziewanej strony. To nie podrzędni i mało znani twórcy stali się przyczyną medialnej aktywności, lecz poruszenie wywołały słowa naszej noblistki, Olgi Tokarczuk.
Pisarka przyznała, że przy pracy nad swoją ostatnią książką korzystała ze sztucznej inteligencji w zakresie szerszym niż tylko użycie jej jako źródła wiedzy czy merytorycznego opracowania faktów. Takie zastosowanie nie budzi kontrowersji, gdyż nie różni się zasadniczo od samodzielnego studiowania bibliografii. Problemem stała się wypowiedź noblistki: „Często rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.
Chociaż pisarka później wyjaśniła swoje słowa, zapewniając o
oryginalności swojej twórczości, to jednak zasiała w umysłach czytelników
pewien niepokój. Warto zastanowić się, gdzie leży granica oryginalności utworu
i do jakiego momentu można uznać, że jest on wyłącznie efektem pracy pisarza.
To, co dostaje do ręki czytelnik, nie jest i nigdy nie było
pierwotnym rękopisem. Tekst przechodzi proces redakcji, a później korekty, co
znajduje przecież odbicie w stopce redakcyjnej. Jest poprawiany nie tylko pod
względem ortografii i gramatyki, lecz także redaktor kieruje do autora pewne
propozycje zmian. To prawda, że są to zmiany niewielkie, czasem tylko
kosmetyczne, ale jednak ingerują w oryginał. Nikt nie zgłasza o to pretensji,
więc zastąpienie w tym procesie człowieka przez AI nie powinno budzić
kontrowersji.
Pozostaje pytanie o inspiracje. Tu Olga Tokarczuk stanowczo
zaprzecza. Nie wdając się w rozważania, czy odpowiada to prawdzie, warto
zauważyć, że pomysły przetworzone później w treść książki pochodzą z różnych
źródeł – i nie chodzi tu tylko o wspomniane przez noblistkę sny, ale także o
prozaiczne rozmowy z ludźmi. Nikt nie oczekuje, że ich nazwiska znajdą się
później na liście współautorów. Umysł pisarza jest wyczulony na wszelkie
bodźce, a każdy z nich może okazać się inspirujący. Użycie w tym kontekście
sztucznej inteligencji może być traktowane podobnie, choć bezsprzecznie budzi
oczywiste wątpliwości.
Co zatem przesądza o oryginalności?
Na utwór literacki składają się przede wszystkim trzy filary:
pomysł, treść i forma. O pomysłach i inspiracji wspomniałem wcześniej,
pozostają więc jeszcze dwa elementy. Dopóki treść jest tworzona przez autora,
można mówić o oryginalnym dziele; kiedy autora wyręcza w tym AI – już z
pewnością nie. Na koniec pozostaje forma, a więc indywidualny styl, który
wyróżnia każdego twórcę. Jeśli w tej części zastąpi go któryś z modeli
językowych, to taki utwór nie da się już uznać za dzieło ludzkie, gdyż udział
człowieka jest tu bezdyskusyjnie marginalny.
Tezę o wymierającym gatunku sformułowałem w 2023 roku. Po trzech latach stwierdzam, że gatunek Homo scriptor humanus już stał się zagrożony, a wkrótce znajdzie się na granicy wymarcia. Podobnie jak programy komputerowe, które dziś coraz częściej są generowane przez specjalizowane narzędzia AI, tak i utwory literackie czeka ten nieubłagany los. W pierwszej kolejności treść będzie – a często już jest – generowana na podstawie opisu autora, a ostatecznie całość stanie się dziełem sztucznej inteligencji.
Literatura nie uniknęła dyktatu rynku, więc tworzenie
utworów takich, jakich oczekują czytelnicy, będzie tańsze i łatwiejsze przy
użyciu cyfrowej, a nie ludzkiej inteligencji. Spodziewam się również, że po tę
drogę twórczości sięgną niestety ci, którzy z pisarstwa żyją. Ekonomia jest
nieubłagana, a presja na komercyjne wydawanie książek może okazać się
niemożliwa do odrzucenia.
Ostatnimi w pełni ludzkimi pisarzami pozostaną jedynie ci,
którzy tworzą z wewnętrznej potrzeby, nie oczekując przy tym komercyjnego
sukcesu. W tym kontekście pisarstwo stanie się już tylko hobby.


