niedziela, 24 maja 2026

Granice oryginalności

 

Pisząc o wymierającym gatunku, jakim w moim mniemaniu staje się pisarz (Logika Uniwersum: Wymierający gatunek - pisarz), całkiem trafnie przewidywałem, że skutki używania sztucznej inteligencji będą widoczne w tym przypadku w czasie bardzo nieodległym. Na efekty nie trzeba było długo czekać i, co ciekawe, przyszły one z całkiem niespodziewanej strony. To nie podrzędni i mało znani twórcy stali się przyczyną medialnej aktywności, lecz poruszenie wywołały słowa naszej noblistki, Olgi Tokarczuk.

Pisarka przyznała, że przy pracy nad swoją ostatnią książką korzystała ze sztucznej inteligencji w zakresie szerszym niż tylko użycie jej jako źródła wiedzy czy merytorycznego opracowania faktów. Takie zastosowanie nie budzi kontrowersji, gdyż nie różni się zasadniczo od samodzielnego studiowania bibliografii. Problemem stała się wypowiedź noblistki: „Często rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?”.

Chociaż pisarka później wyjaśniła swoje słowa, zapewniając o oryginalności swojej twórczości, to jednak zasiała w umysłach czytelników pewien niepokój. Warto zastanowić się, gdzie leży granica oryginalności utworu i do jakiego momentu można uznać, że jest on wyłącznie efektem pracy pisarza.

To, co dostaje do ręki czytelnik, nie jest i nigdy nie było pierwotnym rękopisem. Tekst przechodzi proces redakcji, a później korekty, co znajduje przecież odbicie w stopce redakcyjnej. Jest poprawiany nie tylko pod względem ortografii i gramatyki, lecz także redaktor kieruje do autora pewne propozycje zmian. To prawda, że są to zmiany niewielkie, czasem tylko kosmetyczne, ale jednak ingerują w oryginał. Nikt nie zgłasza o to pretensji, więc zastąpienie w tym procesie człowieka przez AI nie powinno budzić kontrowersji.

Pozostaje pytanie o inspiracje. Tu Olga Tokarczuk stanowczo zaprzecza. Nie wdając się w rozważania, czy odpowiada to prawdzie, warto zauważyć, że pomysły przetworzone później w treść książki pochodzą z różnych źródeł – i nie chodzi tu tylko o wspomniane przez noblistkę sny, ale także o prozaiczne rozmowy z ludźmi. Nikt nie oczekuje, że ich nazwiska znajdą się później na liście współautorów. Umysł pisarza jest wyczulony na wszelkie bodźce, a każdy z nich może okazać się inspirujący. Użycie w tym kontekście sztucznej inteligencji może być traktowane podobnie, choć bezsprzecznie budzi oczywiste wątpliwości.

Co zatem przesądza o oryginalności?

Na utwór literacki składają się przede wszystkim trzy filary: pomysł, treść i forma. O pomysłach i inspiracji wspomniałem wcześniej, pozostają więc jeszcze dwa elementy. Dopóki treść jest tworzona przez autora, można mówić o oryginalnym dziele; kiedy autora wyręcza w tym AI – już z pewnością nie. Na koniec pozostaje forma, a więc indywidualny styl, który wyróżnia każdego twórcę. Jeśli w tej części zastąpi go któryś z modeli językowych, to taki utwór nie da się już uznać za dzieło ludzkie, gdyż udział człowieka jest tu bezdyskusyjnie marginalny.

Tezę o wymierającym gatunku sformułowałem w 2023 roku. Po trzech latach stwierdzam, że gatunek Homo scriptor humanus już stał się zagrożony, a wkrótce znajdzie się na granicy wymarcia. Podobnie jak programy komputerowe, które dziś coraz częściej są generowane przez specjalizowane narzędzia AI, tak i utwory literackie czeka ten nieubłagany los. W pierwszej kolejności treść będzie – a często już jest – generowana na podstawie opisu autora, a ostatecznie całość stanie się dziełem sztucznej inteligencji.

Literatura nie uniknęła dyktatu rynku, więc tworzenie utworów takich, jakich oczekują czytelnicy, będzie tańsze i łatwiejsze przy użyciu cyfrowej, a nie ludzkiej inteligencji. Spodziewam się również, że po tę drogę twórczości sięgną niestety ci, którzy z pisarstwa żyją. Ekonomia jest nieubłagana, a presja na komercyjne wydawanie książek może okazać się niemożliwa do odrzucenia.

Ostatnimi w pełni ludzkimi pisarzami pozostaną jedynie ci, którzy tworzą z wewnętrznej potrzeby, nie oczekując przy tym komercyjnego sukcesu. W tym kontekście pisarstwo stanie się już tylko hobby.


sobota, 9 maja 2026

Emilcin 1978

10 maja 1978 roku w Emilcinie rolnik Jan Wolski zgłosił jedno z najbardziej zagadkowych i najlepiej udokumentowanych anomalnych zdarzeń w Polsce. Jego relacja o spotkaniu z niewielkimi istotami i unoszącym się pojazdem była wielokrotnie analizowana przez ufologów, psychologów i badaczy kultury. Do dziś nie istnieje jednoznaczne wyjaśnienie i właśnie ta trwała niejednoznaczność czyni incydent tak interesującym.

Z naukowego punktu widzenia przypadek Wolskiego to cenny materiał do badań nad percepcją, pamięcią i społecznymi mechanizmami interpretowania nieznanego. Pokazuje, jak indywidualne doświadczenie może zostać włączone w szerszy kontekst kulturowy, stając się częścią zbiorowej wyobraźni.

Niezależnie od tego, czy istnienie kosmitów traktujemy jako hipotezę naukową, kulturowy mit czy narzędzie literackie, pełnią oni w fantastyce naukowej ważną funkcję interpretacyjną – pozwalają pokazać zjawiska społeczne i polityczne w formie wyrazistej metafory. Właśnie tak dzieje się w moim opowiadaniu „Ci biedni Indianie”, gdzie motyw „szaraków” nie pełni funkcji realistycznego opisu obcych cywilizacji, lecz służy jako metafora niepohamowanej ekspansji gospodarczej i imperialistycznych ambicji. To personifikacja sił, które wchodzą w cudzą przestrzeń, narzucają własne reguły i uzasadniają dominację rzekomą „misją cywilizacyjną”.

W tym sensie Emilcin przypomina, że opowieści o „obcych” często są odbiciem naszych własnych lęków i pragnień oraz ostrzeżeniem przed tym, jak łatwo usprawiedliwić ekspansję, gdy nada się jej pozór wyższej konieczności.

czwartek, 2 kwietnia 2026

Wokół Księżyca


 Misja Artemis II wystartowała. Śledząc jej przebieg, warto sięgnąć pamięcią do historii  tym bardziej, że lot wokół Księżyca pojawia się również w fabule „Błękitnego globu”.

Podróż na Księżyc, jako najbliższe Ziemi ciało kosmiczne, była jednym z najwcześniejszych i najtrwalszych motywów literatury fantastycznonaukowej. Już w XVII wieku Johannes Kepler w "Somnium" opisywał Księżyc jako świat pełen ekstremalnych zjawisk, a w XIX wieku Juliusz Verne i H. G. Wells snuli wizje wypraw, zmagając się przy tym z problemem technicznej realizacji lotu, trudnej do wyobrażenia w XIX wieku. Powieść „Na srebrnym globie. Rękopis z Księżyca” Jerzego Żuławskiego z 1903 roku również eksplorowała temat wyprawy księżycowej.

Księżyc, od lat badany przez ziemskie teleskopy, nie był ciałem całkiem nieznanym – aby umieścić na nim życie, pisarze często przenosili akcję na jego niewidoczną stronę.

Lot wokół Księżyca został przyjęty przez NASA jako krok pośredni w programie księżycowym lat sześćdziesiątych XX wieku. Apollo 8 był pierwszym załogowym statkiem, który dotarł do Księżyca, wszedł na jego orbitę i okrążył Srebrny Glob dziesięć razy. Doświadczenia z tej misji przyczyniły się do sukcesu programu i umożliwiły w 1969 roku pierwsze lądowanie na Księżycu w misji Apollo 11.

Ta sama koncepcja powraca dziś w programie Artemis. Misja Artemis II ma powtórzyć kluczowy etap: oblecieć Księżyc, sprawdzić systemy i potwierdzić bezpieczeństwo nowej generacji sprzętu. Ten krok zapoczątkuje dalsze prace, których efektem ma być powrót człowieka na Księżyc.

W „Błękitnym globie” lot wokół Księżyca pełni inną funkcję – jest elementem budującym napięcie w rywalizacji konkurujących stron o pierwszeństwo w zdobyciu Księżyca. Koncepcja wyprawy księżycowej jest całkiem odmienna i wynika z faktu, że w fikcji literackiej powieści Księżyc jest przedstawiony jako bliźniacza planeta Ziemi.

sobota, 24 stycznia 2026

Antropocentryzm odrzucony


 Kiedy myślimy o światach pozaziemskich, niemal automatycznie zakładamy, że będą przypominać nasz własny. To efekt głęboko zakorzenionego antropocentryzmu. Jedyny znany nam model życia staje się wzorcem, który próbujemy rozciągnąć na cały kosmos. Przenosimy na obce światy nasze doświadczenia: biologię opartą na aminokwasach, ewolucję napędzaną konkurencją, a nawet struktury społeczne, będące wytworem ludzkiej cywilizacji.

 Tymczasem Ziemia to tylko jedna z wielu możliwych rzeczywistości. Od milionów lat dominuje tu walka, selekcja i nieustanna rywalizacja o zasoby. Przyroda, którą często idealizujemy, w istocie jest areną ciągłego konfliktu. Nic dziwnego, że wyobrażając sobie obce cywilizacje, widzimy w nich odbicie naszego świata.

 A przecież życie może rozwijać się według zupełnie innych zasad. Mogą istnieć światy, w których podstawą nie jest walka, lecz symbioza. Gdzie współpraca, a nie konkurencja, stanowi fundament ewolucji. W takim miejscu inteligencja nie służy dominacji, lecz harmonizacji z otoczeniem. Może nawet pełnić rolę stabilizatora ekosystemu. Cywilizacja nie musi znać pojęcia władzy, konfliktu czy ekspansji – nie dlatego, że jest „lepsza”, ale dlatego, że jej środowisko nigdy nie wymusiło takich strategii.

 Ten antropocentryczny filtr szczególnie wyraźnie widać w literaturze science fiction. Klasyczne dzieła – od „Wojny światów” Wellsa po liczne space opery XX wieku – przedstawiają obcych jako projekcje naszych osobowości: agresorów, kolonizatorów, rywali w kosmicznym wyścigu. Obce światy stają się sceną dla ludzkich dramatów, zamiast próbą wyobrażenia sobie życia naprawdę odmiennego.

 Tworząc „Błękitny glob”, zaprojektowałem świat pozornie podobny do naszego, lecz w istocie radykalnie inny. Świadomie odwróciłem dominujący paradygmat. Zamiast powielać ziemski model ewolucji opartej na konkurencji, przedstawiłem świat, w którym podstawowym mechanizmem jest symbioza. Cała biosfera funkcjonuje jak harmonijny organizm. Walka o przetrwanie nie prowadzi tu do przemocy, ekspansji ani rywalizacji o zasoby. Inteligencja nie służy dominacji – jest aktywem wspierającym życie.

 O tym, czy taka wizja jest przekonująca, musi zdecydować sam czytelnik. Zapraszam do lektury mojej nowej powieści Błękitny glob.

niedziela, 18 stycznia 2026

piątek, 12 grudnia 2025

Eksperyment Calhouna a „e-Ziemia”


 Wyobraźmy sobie świat, w którym panują idealne warunki do życia. Nie ma w nim drapieżników ani chorób, a woda i pożywienie są dostępne bez ograniczeń. Jedynym ograniczeniem jest przestrzeń – klatka o wymiarach 2,7 × 2,7 × 1,4 metra. Dla czterech par myszy to prawdziwy luksus w porównaniu z tym, co czekało je na zewnątrz. Nic dziwnego, że Calhoun nazwał ten eksperyment „mysią utopią”.

John B. Calhoun, amerykański etolog, stworzył taki świat i przez cztery lata obserwował rozwój populacji, która wyrosła z pierwszych ośmiu osobników. Początkowo kolonia rozwijała się błyskawicznie – liczebność rosła, a życie wydawało się harmonijne. Z czasem jednak pojawiły się oznaki kryzysu: agresja, izolacja, utrata instynktu macierzyńskiego, a także osobniki wycofane z życia społecznego, zajmujące się jedynie jedzeniem i pielęgnacją futra. Ostatecznie populacja przestała się rozmnażać i całkowicie wyginęła.

Calhoun wysunął tezę, że w warunkach ograniczonej przestrzeni i zaniku naturalnych ról społecznych rodzi się alienacja, agresja i depopulacja – efekt niechęci do rozmnażania. Wyniki swoich badań odniósł do społeczeństwa ludzkiego, wskazując na możliwość wystąpienia analogicznych zjawisk.

Tu pojawia się pytanie o futurologiczną wizję przyszłości opisaną w „e‑Ziemi”. Świat wyludniony w okresie największej świetności cywilizacji ludzkiej może budzić skojarzenia z eksperymentem Calhouna. Czy jednak takie porównanie jest uzasadnione? Odpowiedź pozostawiam czytelnikom. Warto jednak podkreślić jeden kluczowy element, którego nie można pominąć w rozważaniach: obecność na Ziemi Superinteligencji – sztucznego umysłu, który w mojej powieści odgrywa zasadniczą rolę. Jego interakcja z ludźmi zmienia perspektywę i nie może zostać pominięta.

środa, 25 czerwca 2025

Sławosz Uznański-Wiśniewski na orbicie Ziemi

 

Drodzy Polki i Polacy, dziś robimy ogromny krok w stronę przyszłości technologicznej Polski. Polski opartej na nauce, wiedzy i wizji. Niech ta misja będzie początkiem epoki, w której nasza odwaga i nieustępliwość kształtują nowoczesną Polskę dla nas i dla przyszłych pokoleń. Kosmos zawsze jednoczył ludzi. Zabieram dziś z Ziemi cząstkę każdego z Was. Waszej siły, Waszej nadziei, Waszego zaufania. W kosmosie nie jestem sam, reprezentuję nas wszystkich. Z całego serca dziękuję Wam za zaufanie. Kosmos dla wszystkich. Space for everyone.

 Te znamienne słowa wypowiedział drugi w historii Polak, który opuścił Ziemię, by wykonać misję naukową na orbicie rodzimej planety. Podkreślenie roli nauki jest w tej wypowiedzi szczególnie znamienne. Jaka byłaby nasza teraźniejszość, gdyby od wieków nauka dominowała nad religiami, etyka nad polityką, a dążenie do postępu nad zacofaniem, tylko dla niepoznaki nazywanym konserwatyzmem?

W wyobrażeniu świata alternatywnego wszystko jest możliwe, również taki przebieg zdarzeń, w których rodzimowiercza cywilizacja rozwijałaby się bez przeszkód na ziemi legendarnej Lechii. W tym wyobrażeniu, który przedstawiłem w opowiadaniu Świętowit na Księżycu z tomu Logika Uniwersum nieskrępowany rozwój nauki doprowadził nas do szybkiego podboju Kosmosu i w tej alternatywnej rzeczywistości dziś na Księżycu byłyby stałe bazy, a Polak postawiłby stopę na Marsie. 

No cóż, gdy rzeczywistość nie przystaje do oczekiwań, zawsze pozostaje fantastyka.

Zamieszczone zdjęcie pochodzi z:  https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=127921749. Autorstwa Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl,


Polecany post

Granice oryginalności

  Pisząc o wymierającym gatunku, jakim w moim mniemaniu staje się pisarz ( Logika Uniwersum: Wymierający gatunek - pisarz ), całkiem trafnie...

Najczęściej wyświetlany post